Breathedge: pierwsze wrażenia po 4 godzinach

Breathadsad
Zobacz także: Mortal Shell II mnie zaskoczyło. I piszę to jako ktoś, kto zwykle odbija się od soulslike’ów

Breathedge przez pierwsze dwie godziny naprawdę mnie miało. Dwie godziny później wiedziałem już, że raczej do niego nie wrócę.

Odebrałem grę podczas darmowego rozdawnictwa na Steamie przed Breathedge 2 i początkowo byłem pozytywnie zaskoczony. Jednoosobowy survival w kosmosie, absurdalny humor właściwie na każdym kroku, prosty crafting i pętla progresji, która szybko zaczyna przypominać Subnautikę w stanie nieważkości.

Brzmiało dobrze. Przez chwilę nawet działało bardzo dobrze.

Niestety im dalej leciałem, tym mniej chciało mi się grać.

Kosmiczna katastrofa, kurczak i bardzo dużo głupich żartów

Breathedge rozpoczyna się po katastrofie w przestrzeni kosmicznej. Wokół nas unoszą się szczątki, fragmenty statków, różne przedmioty i oczywiście zwłoki. Naszym zadaniem jest przetrwać, znaleźć potrzebne surowce i stopniowo odkrywać, co właściwie się wydarzyło.

Ekran tytułowy Breathedge z dużym białym logo gry na tle ciemnoniebieskiej przestrzeni kosmicznej pełnej unoszących się szczątków i fragmentów wraku.

Nie jest to jednak survival, który zamierza traktować siebie poważnie.

Gra daje to do zrozumienia praktycznie od pierwszych minut. Historia zostaje przedstawiona poprzez absurdalne przesłuchanie prowadzone przez dwa automaty przypominające trochę futurystyczne trumny. Niedługo później zatkałem wyciek gazu kurczakiem, który po wykonaniu swojego zadania dalej puszczał gaz do rury.

Widok z pierwszej osoby wewnątrz statku w Breathedge. Gracz używa gumowego kurczaka do zatkania wycieku z rury, a polski interfejs pokazuje zadanie związane z zatrzymaniem utraty tlenu.

No dobra. Prychnąłem.

I takich rzeczy jest tutaj mnóstwo.

Zwłoki można łapać i nimi rzucać. Każdy kolejny przedmiot próbuje mieć zabawny opis. Gazety są wypełnione kompletnie absurdalnymi nagłówkami. Do tego dochodzą wiadomości od kobiety, która podobno czeka na ratunek, ale jej rady regularnie brzmią tak, jakby zupełnym przypadkiem próbowała nas zabić.

To bardzo głupi, parodystyczny, momentami wręcz memiczny humor.

I przez jakiś czas naprawdę mi odpowiadał.

Kiedy wszystko jest żartem, żarty przestają działać

Problem pojawia się wtedy, kiedy praktycznie wszystko próbuje być zabawne.

Na początku kolejne głupoty potrafiły mnie zaskoczyć. Skupiałem się na eksploracji, nagle trafiałem na jakiś absurdalny opis albo sytuację i coś faktycznie wywoływało uśmiech.

Po kilku godzinach humor zaczął jednak stawać się szumem w tle.

Nie dlatego, że wszystkie żarty są złe. Część naprawdę działa. Jest ich po prostu tak dużo, że w pewnym momencie przestałem zwracać na nie większą uwagę. Skupiałem się już przede wszystkim na zbieraniu zasobów, ulepszaniu wyposażenia i zwiększaniu swojego zasięgu.

Na plus zaliczam polską wersję językową. Nie wszystko brzmi idealnie i zdarzają się językowe niezręczności, ale przy takiej ilości żartów, opisów i kompletnych absurdów lokalizacja ogólnie radzi sobie całkiem dobrze.

Pierwsze dwie godziny mają naprawdę przyjemną progresję

Najlepszym elementem Breathedge był dla mnie początek.

Wychodzisz z bazy i bardzo szybko orientujesz się, że największym ograniczeniem jest tlen. Możesz oddalić się tylko na określoną odległość, więc lecisz po potrzebne materiały, wracasz, tworzysz ulepszenie i podczas kolejnej wyprawy jesteś już w stanie polecieć trochę dalej.

Znajdujesz coś nowego. Wracasz. Craftujesz. Zwiększasz swoje możliwości. Ruszasz jeszcze dalej.

To bardzo prosta pętla, ale działa.

Sam crafting również jest czytelny i łatwy do ogarnięcia. Brakowało mi jedynie możliwości przypięcia konkretnej receptury do interfejsu, żebym podczas eksploracji mógł od razu widzieć, jakich materiałów jeszcze potrzebuję.

Ekran craftingu i ekwipunku w Breathedge w polskiej wersji językowej. Wybrany jest ulepszony skafander, a po prawej stronie widoczna jest lista materiałów potrzebnych do jego stworzenia.

Mała rzecz, ale przy grze tak mocno opartej na zbieraniu surowców byłoby to bardzo wygodne.

Pozostałe elementy survivalowe nie sprawiały mi większych problemów. Jedzenie, picie czy regenerowanie życia są bardzo proste do kontrolowania. Przy odpowiednim zbieraniu zasobów wszystkiego miałem wystarczająco dużo.

Najważniejszy pozostawał tlen.

I właśnie dlatego początkowa progresja sprawiała mi satysfakcję. Każde ulepszenie pozwalało dotrzeć trochę dalej.

Przez pierwsze dwie godziny naprawdę chciałem zobaczyć, co będzie dalej.

Potem rozpoczął się Akt 2.

Tylko nie każcie mi przenosić całego mojego syfu

Jest jedna rzecz, której wyjątkowo nie lubię w survivalach.

Buduję sobie bazę, zbieram dziesiątki przedmiotów, wszystko magazynuję, przygotowuję zapasy, a potem gra nagle mówi mi: dobra, teraz przenieś się gdzie indziej.

Nie.

Naprawdę tego nie znoszę.

Po dotarciu do kolejnego większego obszaru Breathedge znacząco zwiększyło dystanse, które trzeba pokonywać. Wszystkie moje wcześniej zgromadzone rzeczy zostały mniej więcej kilometr za mną.

Miałem więc dwie opcje.

Mogłem wracać do poprzedniej bazy i stopniowo transportować to, co wcześniej zgrindowałem.

Albo mogłem ponownie zbierać potrzebne materiały w nowym miejscu.

Żadna możliwość mnie nie interesowała.

Po około 30 czy 40 minutach znalazłem coś w rodzaju kosmicznego samochodu, który oczywiście w stylu tej gry przypomina odkurzacz. Poruszanie się nim jest znacznie szybsze, więc Breathedge technicznie zaczęło rozwiązywać mój problem.

Tylko że było już za późno.

Nie chodziło nawet o to, że fizycznie nie mogłem wrócić po swoje rzeczy.

Po prostu kompletnie straciłem ochotę, żeby to robić.

Cały grind z pierwszych godzin nagle zaczął wyglądać jak przygotowanie do kolejnego grindu albo serii długich kursów pomiędzy dwoma miejscami.

Dla mnie nie była to już satysfakcjonująca progresja. Zacząłem czuć sztuczne wydłużanie czasu rozgrywki.

Stan nieważkości też ma swoją datę ważności

Samo poruszanie się w przestrzeni kosmicznej początkowo jest ciekawe.

Stan nieważkości daje trochę inne doświadczenie niż zwykłe chodzenie po mapie. Możemy swobodnie przemieszczać się w każdym kierunku i eksplorować porozrzucane wokół szczątki.

Tylko że po kilku godzinach zaczęły wychodzić rzeczy, które coraz bardziej mnie irytowały.

Przedmioty potrafią odlatywać. Czasami trzeba niewygodnie ustawiać się przy konkretnym obiekcie. Sam ruch wydaje się trochę za wolny.

Kiedy dołożymy do tego coraz większe odległości, początkowa ciekawość stopniowo znika.

Widok z pierwszej osoby podczas eksploracji przestrzeni kosmicznej w stanie nieważkości. Wokół unoszą się duże fragmenty wraków, asteroidy i kosmiczne szczątki, a w oddali widać ciała niebieskie.

Co ciekawe, Breathedge wcale nie było dla mnie trudne.

Nie walczyłem o każdą kroplę wody, nie umierałem z głodu, niie miałem ogromnych problemów z zarządzaniem tlenem.

Gra nawet zaczyna podrzucać część potrzebnych rzeczy w kolejnych miejscach.

Problemem nie był poziom trudności.

Po prostu zacząłem się nudzić.

Subnautica w kosmosie, ale czegoś mi tutaj zabrakło

Porównanie Breathedge do Subnautiki jest właściwie nieuniknione.

Eksploracja, zbieranie zasobów, ograniczony zasięg, tworzenie coraz lepszego wyposażenia i docieranie do miejsc, które wcześniej były poza naszym zasięgiem. Fundament jest bardzo podobny.

Tyle że Subnautikę ukończyłem.

Breathedge po czterech godzinach odinstalowałem mentalnie, nawet jeśli jeszcze fizycznie siedziało na dysku.

W Subnautice stosunkowo szybko miałem poczucie, że tworzę swoje własne miejsce. Mogłem postawić bazę, urządzić ją po swojemu, magazynować rzeczy i stopniowo rozwijać coś, co zaczynało przypominać mój dom w obcym świecie.

Tutaj coraz mocniej czułem, że po prostu przemieszczam się ścieżką przygotowaną przez twórców.

Na początku byłem ciekawy, dokąd mnie ona zaprowadzi.

Później zwyczajnie przestało mnie to interesować.

Gra wygląda w porządku, ale zdecydowanie lepiej brzmi

Główne menu Breathedge w polskiej wersji językowej. Brodaty astronauta trzyma kurczaka wewnątrz statku, a w prawym dolnym rogu widoczny jest baner promujący Breathedge 2.

Wizualnie Breathedge nadal prezentuje się przyjemnie.

To taki dość charakterystyczny wygląd gry stworzonej na Unreal Engine. Jest czysto, przestrzeń kosmiczna potrafi wyglądać ładnie, a niektóre widoki na rozbite konstrukcje robią dobre wrażenie.

Nie jest to jednak oprawa, którą zapamiętam na długo.

Technicznie za to nie miałem właściwie żadnych problemów. Nie zauważyłem większych spadków FPS, przycięć ani błędów wpływających na rozgrywkę. Przez moje cztery godziny wszystko działało tak, jak powinno.

Bardziej od grafiki spodobała mi się muzyka.

Już w menu pojawia się lekko futurystyczny, trochę jazzowy klimat. Jeszcze bardziej podobały mi się momenty powrotu do bazy, kiedy gra potrafiła odpalić naprawdę przyjemne kawałki.

Dźwięk pomaga również podczas samego przetrwania.

Kiedy zaczyna brakować tlenu albo dzieje się coś niedobrego ze zdrowiem, zmienia się również oprawa dźwiękowa. Nie trzeba cały czas patrzeć na wskaźniki, bo gra intuicyjnie daje znać, że zaraz będziemy mieli problem.

To niewielki detal, ale bardzo dobrze zaprojektowany.

Cztery godziny mi wystarczyły

Breathedge ma kilka rzeczy, które naprawdę mi się podobają.

Humor potrafi trafić. Crafting jest bardzo prosty. Początkowa progresja daje satysfakcję. Muzyka jest dobra. Polska wersja językowa to dodatkowy plus. Technicznie przez cztery godziny wszystko działało bez problemów.

Wrzuciłem sobie nawet jednego z unoszących się w przestrzeni trupów do łóżka.

Humorystyczna gazeta znaleziona w Breathedge, zatytułowana „Kawałek Prawdy”. Na stronie znajdują się absurdalne nagłówki dotyczące między innymi ataku brokułu i bananów porywających kozy.

Wiecie, dla towarzystwa.

W końcu człowiek jest samotnym astronautą.

Niestety żadna z tych rzeczy nie sprawiła, że chciałem kolejny raz grindować te same materiały albo przewozić pół swojego dobytku przez kilometr przestrzeni kosmicznej.

Pierwsze dwie godziny skutecznie zatrzymały mnie przy grze.

Kolejne dwie przekonały mnie, żeby ją zostawić.

Za darmo?

To uczciwa cena. 😉

Gdybym jednak kupił Breathedge i wiedział wcześniej, że po czterech godzinach będę miał go już dość, nie wydałbym na niego pieniędzy.

Nie uważam, że jest to zła gra. To po prostu średniak, który miał całkiem dobry pomysł na początek, ale bardzo szybko zaczął mnie męczyć rozwiązaniami, których w survivalach najbardziej nie lubię.

Breathedge, pierwsze wrażenia po 4 godzinach: 5/10

Zobacz także: Kerbal Space Program: Breaking Ground – zapowiedziano nowe DLC
50
OCENA