Karbonowa obudowa, ekran LCD pod rolką i 50 gramów na wadze. Epomaker Carbonis to podejście do rynku lekkich myszek dla graczy, który na papierze wygląda jak sprzęt z wyraźnie wyższej półki cenowej. Sprawdziłem, ile z tego zostaje po kilku tygodniach codziennego grania.
Wzór, który zwraca uwagę
Zacznę od wyglądu, bo to pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po otwarciu pudełka. Czarna obudowa ma na całej powierzchni gęste, faliste pasma o zmiennej szerokości, które rozgałęziają się jak pręgi i zawijają w drobne wiry. Materiał to kompozyt z włókna węglowego, przyciski główne jako poliwęglan z domieszką tego włókna, odróżniają się mocno od reszty obudowy, a wykończenie jako matową teksturę nadawaną laserowo.

Warto te słowa czytać dokładnie. Kompozyt z włókna węglowego to nie to samo, co laminat z tkaniny węglowej, jaki zna się z ram rowerowych czy elementów karoserii. Tutaj włókno jest dodatkiem do tworzywa, który podnosi sztywność przy niskiej masie, a nie samodzielną warstwą nośną.
Myszka wygląda na produkt premium, została zaprojektowana w sposób, którego nie da się podrobić malowaniem. Podczas grania, powierzchnia ma na tyle dużo mikrofaktury, że dłoń się po niej nie ślizga, a jednocześnie nie jest to guma zbierająca wszelki brud. Po kilku tygodniach nie widać na niej odcisków ani osadu, a to zwykle największy mankament takiego sprzętu.
Producent oferuje dwie wersje kolorystyczne. U mnie na biurku wylądowała ta czarna, w której rysunek jest po prostu ciemniejszym i jaśniejszym odcieniem czerni, bez żadnego koloru. Jedynym elementem odcinającym się od czerni jest złota obręcz rolki. To dokładnie tyle akcentu, ile taka bryła potrzebuje, bo przy większej liczbie ozdobników sam wzór przestałby odgrywać pierwszoplanową rolę w designie.

Na lewym boku producent poprowadził faliste wcięcia w korpusie. W moim przypadku niczego nie zmieniały w chwytaniu myszki, kciuk trzyma się tak samo dobrze nad nimi, jak i na gładkiej części. To czysty zabieg wizualny i akurat tutaj wypada dobrze, bo łamie monotonię czarnej bryły. Przy mniejszych dłonicach być może będzie to dodatkowy plus dla ergonomii.
Lekka waga i sztywność konstrukcji
Carbonis waży około 50 gramów przy wymiarach 12,3 na 6,6 na 4,3 centymetra. W tej wadze zwykle płaci się elastycznością obudowy: skorupa ugina się przy mocniejszym ściśnięciu, panel klika przy szarpnięciu, coś gdzieś skrzypi. Tutaj nie ma nic z tych rzeczy. Ścisnąłem myszkę, ile się dało, i nie usłyszałem ani jednego trzasku, nie ma też luzu na przyciskach.

Kształt jest dedykowany dla graczy praworęcznych, z wyraźnie wysokim grzbietem przesuniętym do tyłu. Taka bryła jest robiona pod chwyt całą dłonią, czyli palm grip, i przy takim ułożeniu ręki wypełnia środek dłoni bez pustej przestrzeni. Rozluźniony claw również działa, natomiast czubkami palców gra się na Carbonisie najmniej wygodnie, bo grzbiet po prostu podpiera dłoń w miejscu, w którym przy fingertipie nic nie powinno jej podpierać. Osoby z małymi dłońmi powinny zwrócić uwagę na wymiary, bo to nie jest malutka myszka.
Rolka pracuje płynnie, z wyczuwalnymi, ale niezbyt twardymi skokami. Do ślizgaczy również nie można się doczepić. Spełniają swoją rolę.
Ekran LCD, gadżet który fajnie wygląda
Pod rolką siedzi mały wyświetlacz o przekątnej odpowiadającej polu mniej więcej 3 x 1 centymetra. Pokazuje cztery rzeczy: poziom naładowania baterii, aktualne DPI, tryb połączenia i częstotliwość odpytywania. Jest czytelny, kontrastowy i nie wymaga pochylania się nad biurkiem, żeby cokolwiek z niego odczytać.

Jedna rzecz wymaga przyzwyczajenia. Ekran gaśnie w trakcie ruchu myszką i zapala się dopiero po kilku sekundach bezczynności. Logika jest sensowna, bo w czasie grania i tak nikt tam nie patrzy. Najbardziej przydaje się przy ładowaniu: podłączam kabel, zerkam na procent i wiem, ile jeszcze zostało, zamiast zgadywać po kolorze diody.
Trzy tryby łączności i 8000 Hz
Carbonis łączy się na trzy sposoby: przez dołączony odbiornik 2.4 GHz, przez Bluetooth 5.0 i kablem USB-C. Natywne 8000 Hz działa przy podłączeniu kablem i na odbiorniku, Bluetooth jest ograniczony do 125 Hz, więc to tryb do pracy na laptopie, a nie do grania. Deklarowane opóźnienia to 0,3 milisekundy po kablu i 0,375 milisekundy na 2.4 GHz.

Sam odbiornik jest mały. Kabel w oplocie jest miękki, nie zapamiętuje zagięć z pudełka i pomimo swojej elastyczności niestety jest bardzo odczuwalny po przejściu z trybu bezprzewodowego.
W środku pracuje sensor PixArt PAW3950 z sześcioma poziomami DPI: 400, 800, 1600, 3200, 6400 i 30000, przy 750 IPS i 50G przyspieszenia. Głównie testowałem myszkę na strzelankach. Mysz nadąża za szybkim przeciąganiem na niskim DPI, nie gubi śledzenia przy szarpnięciu w bok, a przy 50 gramach korekta celownika kosztuje minimum wysiłku. Nawet kilkugodzinne intensywne rozgrywki nie obciążają za mocno nadgarstka.

Profile DPI przełącza się przyciskiem umieszczonym na spodzie obudowy. To rozwiązanie, które ma jedną dużą zaletę: nie da się go kliknąć przypadkiem w trakcie meczu. Ceną jest konieczność podniesienia myszki, kiedy chce się zmienić czułość w locie, więc warto ustawić profile tak, żeby robić to rzadko.
Bateria i jedyna rzecz, która naprawdę mi przeszkadza
Producent podaje w specyfikacji na swojej stronie ogniwo o pojemności 300 mAh i piszę to z takim zastrzeżeniem, bo ani na pudełku, ani na samej myszce, ani w dołączonej dokumentacji tej informacji nie znalazłem. Przy sprzęcie bezprzewodowym pojemność akumulatora jest jedną z podstawowych danych i powinna trafić na opakowanie, a nie wyłącznie do karty produktu w sklepie. Ładowanie do pełna zajmuje mniej więcej godzinę przez USB-C. To dobra wiadomość, bo nawet jeśli myszka złapie zadyszkę w środku wieczoru, wystarczy podpiąć kabel i grać dalej przewodowo, a po godzinie znowu jest komplet. Zła wiadomość jest taka, że przy 8000 Hz i ciągle włączonym ekranie ta pojemność schodzi zauważalnie szybciej niż przy standardowym 1000 Hz.

I tu dochodzę do jedynej rzeczy, którą naprawdę bym poprawił. System powiadamiania o rozładowaniu jest zbyt oszczędny. Skoro w myszce siedzi ekran zdolny wyświetlić dokładny procent, to powinien z niego korzystać także wtedy, kiedy robi się nerwowo: wyraźny komunikat przy dziesięciu procentach, powtórzony przy pięciu, najlepiej razem z ostrzeżeniem podbijanym w konfiguratorze na pulpicie. W obecnej formie informacja o niskim stanie baterii jest na tyle dyskretna, że łatwo ją przeoczyć, a ponieważ ekran gaśnie w trakcie ruchu, w czasie grania nie ma jak jej zauważyć. Rozładowana myszka w połowie rundy to sytuacja, której da się uniknąć oprogramowaniem.
Oprogramowanie, czyli tyle, ile potrzeba
Carbonis nie wymaga żadnej wstępnej konfiguracji. Wpina się odbiornik, myszka działa, DPI przełącza się przyciskiem pod spodem i na tym można zakończyć. Kto chce więcej, otwiera konfigurator producenta, który jest aplikacją webową uruchamianą w przeglądarce opartej na Chrome, bez instalowania czegokolwiek w systemie. Niestety producent nie skupia wszystkich sterowników do swoich sprzetów w ramach jednego huba. W przypadku carbonisa trzeba wejść na dedykowaną podstronę gdzie online możemy edytować najważniejsze parametry myszki.

Zakres opcji jest taki, jakiego oczekuje normalny gracz: przypisanie funkcji do przycisków, poziomy DPI, częstotliwość odpytywania. Nie ma tu rozbudowanego systemu makr z gałęziami warunkowymi ani chmury profili, i szczerze mówiąc nie tęskniłem za tym ani razu. To jest sprzęt, który ma działać po wyjęciu z pudełka, i tak właśnie działa.

Zestaw i cena
Pudełko jest małe i tu akurat nie ma się do czego przyczepić, bo w środku wszystko jest poukładane sensownie. Myszka przyjeżdża porządnie zabezpieczona, z foliami na ślizgaczach i na obudowie, więc do pierwszego użycia dociera bez rys. Poza samą myszką w zestawie znajdziemy odbiornik 2.4 GHz, kabel USB-A na USB-C, instrukcję i zapasowy komplet ślizgaczy PTFE. Ten ostatni element to konkret, bo ślizgacze są materiałem eksploatacyjnym i dobrze mieć je w zapasie.

Cena katalogowa u producenta w momencie testów to 89,99 dolara. W polskich realiach, po doliczeniu wysyłki i podatku, wypada to w okolicach 450 do 500 złotych.
Podsumowanie
Epomaker Carbonis to sprzęt na bardzo wysokim poziomie w swoim przedziale cenowym i jedna z tych konstrukcji, w których wygląd i jakość wykonania idą w parze. Karbonowa obudowa jest sztywna, dobrze trzyma się w dłoni i nie zbiera brudu w zakamarkach, sensor razem z polling rate 8000 Hz robi dokładnie to, czego oczekuje się w grach (zwłaszcza tych dynamicznych gdzie precyzja ma największe znaczenie), a ekran LCD nawet jako gadżet sprawdza się dobrze jak chcemy sprawdzić poziom naładowania myszki.
Mnie do pełni szczęścia brakuje wyraźniejszego ostrzegania o rozładowaniu i możliwości szybszego wybudzenia ekranu. Carbonis jest dobrze dopasowany do potrzeb gracza i trudno wskazać w nim element, który wyraźnie odstaje od reszty.
Najczęściej zadawane pytania
Ile waży Epomaker Carbonis?
Około 50 gramów. To waga, w której nie ma już żadnego zapasu na dociążenie, a mimo to obudowa nie ugina się przy mocniejszym ściśnięciu i nie trzeszczy przy szybkich szarpnięciach.
Jaki chwyt pasuje do Carbonisa?
Kształt z wysokim grzbietem jest zrobiony pod chwyt całą dłonią, czyli palm grip, i przy takim ułożeniu ręki wypełnia środek dłoni bez pustej przestrzeni. Rozluźniony claw też działa, natomiast czubkami palców gra się tą myszką najmniej wygodnie.
Czy 8000 Hz działa bezprzewodowo?
Tak, na dołączonym odbiorniku 2.4 GHz i po kablu. Bluetooth jest ograniczony do 125 Hz i nadaje się do pracy, nie do grania.
Czy do Carbonisa trzeba instalować sterowniki?
Nie. Mysz działa od razu po podłączeniu, a konfigurator producenta jest aplikacją webową otwieraną w przeglądarce opartej na Chrome, więc nic nie ląduje w systemie na stałe.