Demon Bluff to chyba najbliższa rzecz do jednoosobowego Town of Salem, w jaką grałem, i działa to dużo lepiej, niż się spodziewałem.
Po 2,6 godziny z demem jestem naprawdę pod dużym wrażeniem. To karciany roguelike oparty na social deduction, kłamstwach, prawdopodobieństwie. Czasem nawet na tym bardzo konkretnym uczuciu, kiedy patrzysz na układ i myślisz: „Czekaj, to musi być bug”. Potem analizujesz wszystko jeszcze raz, idziesz za logiką i okazuje się, że gra miała rację. To ty byłeś problemem.

I to jest chyba najlepsze w Demon Bluff. To nie sprawia wrażenia losowego zgadywania. Bardziej przypomina dziwną mieszankę Mafii, jednoosobowej dedukcji i logicznej łamigłówki. Każda karta może albo pomóc ci rozwiązać wioskę, albo po cichu rozwalić całą twoją teorię.
Podstawowy pomysł jest prosty. Dostajesz wioskę pełną kart. Część postaci jest dobra, część jest zła, a twoim zadaniem jest znaleźć demony, zanim skończą ci się szanse. Dobre postacie mogą dawać przydatne informacje. Złe postacie mogą kłamać. Niektóre karty zdradzają coś o sobie albo o innych. Część można aktywować. Niektóre mogą zostać ukryte. Czasami karta, której nie możesz odkryć, jest dokładnie tą jedną wskazówką, która rozwiązałaby cały układ. Zdarza się jednak, że to właśnie ona może być demonem, którego próbujesz znaleźć.


I wtedy gra robi się naprawdę dobra.
Zaczynasz zakładać różne rzeczy. Oznaczasz postacie jako dobre, złe albo podejrzane. Wykluczasz możliwości. Sprawdzasz, kto może kłamać, kto musi mówić prawdę i które informacje nagle przestają się zgadzać. Potem gra dorzuca kolejne mechaniki, nowe typy kart, następne utrudnienia, aż w końcu pojawia się nawet cykl dnia i nocy, gdzie między akcjami może wydarzyć się coś nowego.

Jestem dopiero na trzecim przejściu, a już czuję, że gra zaczyna się coraz bardziej otwierać. Odblokowałem wszystkie karty dostępne w demie/becie, w którą grałem, ale pełna wersja wyraźnie celuje w znacznie większą pulę. Jeśli finalnie balans będzie odpowiednio dopracowany, powtarzalność może być świetna.

To jest ten typ gry, w której możesz usiąść na jednego runa i być zadowolony, albo nagle stracić trzy godziny, bo mózg chce jeszcze jedną łamigłówkę. Trochę drapie podobne miejsce co Sudoku, tylko tutaj są demony, blefowanie, efekty kart i dużo więcej charakteru.

Bardzo podoba mi się też prezentacja. Menu jest proste, lekko animowane i ma fajny, subtelny klimat. Styl graficzny pasuje do tej całej atmosfery „uroczej, ale podejrzanej” wioski. Odblokowywanie skórek, nowych kart i stopniowe dokładanie mechanik daje demu dobre poczucie progresu, ale bez wrażenia przesytu.

I tak naprawdę nie mam teraz większych zarzutów. Są drobne rzeczy typowe dla wersji demo, na przykład animacja w tle menu wyglądała tak, jakby nie zapętlała się idealnie, ale nie traktowałbym tego jako realny problem. Rdzeń gry już teraz jest bardzo mocny.
Jeśli Demon Bluff wyjdzie w podobnym indie przedziale cenowym co Balatro, to moim zdaniem nie będzie się nad czym długo zastanawiać. To świetny koncept oparty na czymś, co wiele osób zna z Mafii albo Town of Salem, ale przerobiony na inteligentną, jednoosobową karcianą łamigłówkę roguelike z własną tożsamością.
Dla mnie demo to bardzo łatwa rekomendacja.
9/10.

