Mistfall Hunter to przede wszystkim extraction RPG.

Tak, gra pożycza trochę ze soulslike’ów: wolniejszą walkę, uniki, ograniczone zasoby, zagrożenie za rogiem i dark fantasy oprawę. Ale po około dwóch godzinach z demem nie nazwałbym tego pełnoprawnym soulslike’iem. To bardziej PvPvE extraction game z fantasy loot runami i kilkoma soulslike’owymi pomysłami dorzuconymi do walki.
I szczerze, sam koncept nie jest zły.
Schemat wejścia na mapę, zbierania lootu, zastanawiania się, czy zaraz nie pojawi się inny gracz, i próby ucieczki z tym, co udało się zdobyć, potrafi budować napięcie. Nawet solo czuć presję. Grałem czarodziejem i PvP było łatwiejsze, niż się spodziewałem. Walczyłem głównie z postaciami w stylu łotrzyków, prawdopodobnie klasą Shadowstrix, i całkiem dobrze działało ogrywanie ich umiejętnościami AoE, potworami i pozycjonowaniem. Nie przegrałem żadnej walki PvP, ale też nie miałem poczucia, że walka jest jakoś szczególnie głęboka.


Sam system walki ma kilka ciekawych ograniczeń. Nie można po prostu spamować atakami, bo energia albo mana musi się regenerować. Uniki też są ograniczone, mamy trzy dashe, które odnawiają się z czasem. Na papierze daje to walkom jakiś rytm. W praktyce często miałem wrażenie, że nie trafiam nie dlatego, że źle celuję, tylko dlatego, że gra nie zalicza mi trafienia. Czasami efekt wizualny zaklęcia wyglądał na większy niż jego prawdziwy hitbox. Może to tylko problem dema, ale w extraction game, gdzie każdy błąd może kosztować loot, takie rzeczy mają duże znaczenie.
Technicznie muszę jednak grę pochwalić. Grałem na mobilnym internecie 5G i przez większość czasu miałem około 30–50 ms, co w moim przypadku jest naprawdę dobrym wynikiem. Tylko raz miałem krótki moment, w którym gra zachowała się tak, jakby serwer się nie doczytał albo nagle spadły klatki/ping, ale poza tym wszystko działało bardzo płynnie. Bez poważnych lagów, bez ciągłego przycinania, bez technicznej katastrofy. To zdecydowanie plus.
Wizualnie Mistfall Hunter jest w porządku, ale bez zachwytu. Ma ten typowy unrealowy wygląd, z kilkoma całkiem niezłymi widokami, ale też z dziwnym ślizganiem się postaci w miejscu, problemami z renderowaniem włosów i ubrań oraz miejscami, gdzie można było zajrzeć pod assety albo tekstury. Jako ktoś, kto sam bawi się w budowanie map, od razu zwracam na to uwagę. Rozumiem, dlaczego czasem chowa się obiekty za innymi obiektami, ale naprawdę nie chcę, żeby gracz widział tę sztuczkę.


Klimat jest trudniejszy do pochwalenia. To trochę mieszanka słowiańskości i nordyckości przefiltrowana przez bardziej azjatycki styl fantasy, ale nie czułem tu ciężaru dark fantasy. Jest brudno, są potwory, ruiny i loot, ale bardziej na zasadzie „to ma wyglądać mrocznie” niż faktycznie być ciężkie, przytłaczające czy klimatyczne. Większość dialogów skipowałem, bo nic mnie specjalnie nie wciągnęło. Świat jest okej. Nastrój jest okej. I właśnie to „okej” jest tutaj problemem.
Kreator postaci wypada akurat dobrze. Wybieramy jedną z kilku klas, między innymi Mercenary, Sorcerer, Blackarrow, Shadowstrix, Seer i Withered Knight, potem wybieramy wygląd męski lub kobiecy i możemy zmieniać włosy, oczy, makijaż, blizny, tatuaże, głos czy kolor skóry. Lubię kreatory, które pozwalają mi poczuć, że stworzyłem własną postać, ale nie zamykają mnie na godzinę przed rozpoczęciem gry. Tutaj jest tego akurat tyle, ile trzeba. I tak, oczywiście fizyka piersi jest już na ekranie wyboru postaci. Klasyka. Co zabawne, to chyba jedna z płynniejszych animacji w całym demie.




Większym problemem jest dla mnie progresja. Lootu jest dużo. Naprawdę dużo. Ekwipunek szybko się zapycha, a po dwóch godzinach dalej nie miałem pewności, które przedmioty są rzeczywiście potrzebne, a które po prostu zbieram, bo gra pozwala mi je zebrać. Można wysyłać kompanów na ekspedycje, craftować lepsze przedmioty, a niektóre rzeczy tworzą się 12 godzin. Może to jest sposób na balans w tego typu grze, nie mam aż takiego porównania do innych extraction games, ale dla mnie wyglądało to dość wolno. Być może później pojawia się rozwój bazy, być może nie, ale zdążyłem się zmęczyć wracaniem na to samo pole walki i robieniem questów, zanim system naprawdę się otworzył.
I gdzie mnie to zostawia?
Mistfall Hunter ma ciekawy pomysł. Dark fantasy extraction RPG z lekkim soulslike’owym posmakiem brzmi interesująco. Solo też potrafi dać trochę napięcia, a wyobrażam sobie, że w trio ta gra może być znacznie bardziej emocjonująca, bo każda walka, ucieczka i zasadzka pewnie ma wtedy większy ciężar. Ale po około dwóch godzinach i kilku wyprawach czułem bardziej ciekawość niż ekscytację.
Raczej do tej gry nie wrócę. To nie do końca mój klimat. Mimo wszystko nie skreślałbym jej całkowicie. Jeśli ktoś lubi extraction games, napięcie PvPvE, fantasy loot runy i wolniejszą walkę opartą na ograniczonych zasobach, to warto się jej przyglądać.
Dla mnie, po demie: 5.5/10.
Nieźle. Nie bez sensu. Po prostu jeszcze za mało przekonująco.


Komentarze
Bądź pierwszy i zostaw komentarz!