Zagrałem w 1666: Amsterdam Prologue i muszę to napisać: to jest jeden z tych dem, które mniej zachęciły mnie do pełnej gry, niż bardziej.
A szkoda, bo sam koncept jest naprawdę ciekawy.
Mroczna przygodówka historyczna osadzona wokół Amsterdamu, wiedźm, demonicznych istot, kilku linii czasowych, gadającego kota i do tego gra od Panache Digital Games, czyli studia od Ancestors: The Humankind Odyssey, prowadzonego przez Patrice’a Désiletsa, jednego z kluczowych ludzi stojących za pierwszymi Assassin’s Creedami. Na papierze to powinien być dokładnie ten typ dziwnego, klimatycznego projektu, któremu chciałbym się przyglądać.
Problem w tym, że prolog sprawia wrażenie boleśnie niedokończonego.
Od samego początku klimat niby jest. Intro ma atmosferę, menu główne wygląda przyjemnie, muzyka działa, a sam pomysł na świat da się docenić. Są momenty, w których gdybym w głowie wyłączył wszystkie problemy techniczne, potrafiłbym zobaczyć grę, którą Panache prawdopodobnie chce z tego zrobić.

Tylko że musiałbym wyłączyć naprawdę dużo rzeczy.
Wizualnie gra z daleka potrafi wyglądać przyzwoicie, ale gdy tylko zaczynasz się przyglądać, wszystko się rozjeżdża. Modele postaci często wyglądają jak manekiny. Włosy, futro, dłonie, twarze, napisy, jakość obiektów, spójność assetów, wszystko jest bardzo nierówne. Niektóre animacje są w porządku, szczególnie podstawowe poruszanie się w kilku scenach, ale potem dostajesz rozmowy, w których postacie prawie nie mają emocji i ruszają głównie szczęką, albo sekwencje chodzenia, które wyglądają jak ślizganie się po scenie.


To nie wygląda jak gra odpalona na high albo ultra. To wygląda jak coś, co powinno przejść jeszcze dużo więcej wewnętrznych testów na różnych sprzętach, zanim zostało pokazane publicznie.
Jest też świeża kontrowersja z assetami generowanymi AI w prologu i po ograniu tego dema rozumiem, dlaczego ludzie zaczęli się temu przyglądać. Nie mówię, że każda brzydka tekstura albo dziwny problem wizualny wynika z AI, ale całość ma taką tanią, nierówną, posklejaną jakość, która cały czas wyciągała mnie z klimatu.
A klimat powinien być tutaj jednym z głównych atutów.
Struktura prologu też nie pomaga. To głównie chodzenie, oglądanie, słuchanie, podnoszenie przedmiotów i przeskakiwanie między czasami. W narracyjnej przygodówce to może działać, ale tutaj często czułem się mniej jak w mocnym grywalnym wprowadzeniu, a bardziej jak w słabej jakości interaktywnym filmie.

Są elementy detektywistyczne i proste zagadki z poszukiwaniem wskazówek oraz szyfrów w bibliotece. One były okej. Nic wielkiego, ale przynajmniej przypominały grę. Problem w tym, że większość prologu albo odbierała mi kontrolę, albo dawała mi bardzo mało realnego grania.


Niektóre sceny są też dziwne w sposób, który nie wydawał mi się klimatyczny ani celowy. Historia ojca, niezręczna scena seksu, dziwna przemiana w kota, wiedźma wisząca w powietrzu, sterowanie kotem jak słabym autem, skoki tylko w oskryptowanych miejscach, ciągłe podnoszenie przedmiotów, które magicznie lądują na podłodze, wszystko to bardziej mnie wybijało, niż budowało tajemnicę.

I tak, wiem, że to tylko prolog. Oficjalny opis mówi, że właściwa pętla rozgrywki, czyli śledztwo, tropienie i konfrontowanie Originals podczas Esbat, zaczyna się dopiero w pełnej grze. Tylko właśnie to jest dla mnie problem. Prolog powinien zachęcić mnie do dodania gry do wishlisty. Ten głównie mnie zmęczył.
Jeżeli mieli mnie sprzedać pełną grę, potrzebowałem chociaż krótkiego pokazania prawdziwego systemu magii, lepszej zagadki, mocniejszej sekcji śledczej albo krótkiego fragmentu walki / konfrontacji. Zamiast tego dostałem dużo problemów z prezentacją, sztywne postacie, dziwne sceny i techniczne niedoróbki walczące z naprawdę fajnym pomysłem.
Muzyka jest dobra. Koncept jest dobry. Ten mroczny historyczny fantasy-kierunek nadal ma potencjał. W głowie potrafię sobie wyobrazić dużo lepszą wersję tej gry.
Ale wersja, w którą zagrałem, mnie nie przekonała.
Jak na projekt z tak długą i skomplikowaną historią produkcji, 1666: Amsterdam Prologue niestety wygląda tak, jakby cały ten ciężar produkcyjny było na nim widać. Wygląda na opóźniony, posklejany i niegotowy do tego, żeby budować zaufanie jako demo.
Ocena prologu: 3/10.
Ciekawy pomysł, teoretycznie mocny klimat, ale wykonanie jest na tyle surowe, że po tym demie nie dodałbym gry do wishlisty.


Komentarze
Bądź pierwszy i zostaw komentarz!