Dlaczego remake Rayman 1 to „misja niemożliwa”? Analiza decyzji Ubisoftu

Dlaczego remake Rayman 1 to „misja niemożliwa”? Analiza decyzji Ubisoftu
Zobacz także: Zagraj za darmo w Diablo IV na Steam!

Wiadomość o powrocie serii Rayman w postaci Rayman Legends Retold rozpaliła nadzieje fanów. W naturalny sposób pojawiło się pytanie: czy jest szansa na pełnoprawny remake Rayman 1? Odpowiedź Ubisoftu jest jednak twarda i jednoznaczna. Nie chodzi o brak chęci, lecz o fundamentalne problemy projektowe, które czynią to zadanie niemal niewykonalnym. To fascynujący przypadek, w którym nowoczesne podejście do gier zderza się z duchem oryginału.

Duchowy spadkobierca, który zablokował oryginał

Według Loica Gounona, producenta marki w Ubisoft, odpowiedź na potrzebę odświeżenia pierwszej części już istnieje. Nazywa się Rayman Origins. W wewnętrznych dyskusjach firmy ta gra od lat funkcjonuje jako duchowy reboot, który zrealizował wszystko, czym mógłby być nowoczesny remake Rayman 1. Tytuł ten czerpał z oryginału postacie i lokacje, ale przetłumaczył je na zupełnie nowy, dynamiczny język rozgrywki.

Ta decyzja, choć podjęta ponad dekadę temu, ma swoje konsekwencje dzisiaj. Stworzenie wiernego remake’u oznaczałoby cofnięcie się przed Origins, oferując graczom produkt znacznie wolniejszy i bardziej archaiczny. Z kolei próba unowocześnienia oryginału w duchu Origins doprowadziłaby do stworzenia gry, która już istnieje. Ubisoft wpadł we własną pułapkę projektową, w której Rayman Origins stał się zarówno hołdem, jak i gwoździem do trumny dla remake’u pierwowzoru.

Pułapka „starej szkoły”, czyli dlaczego remake Rayman 1 jest tak trudny

Słowa Gounona o tym, że oryginalny Rayman to gra „super slow and very old school game design” są kluczem do zrozumienia problemu. Nie jest to zarzut, lecz precyzyjna diagnoza. Pierwsza część serii opierała swój rdzeń rozgrywki na niezwykle powolnym tempie i aptekarskiej precyzji. Każdy skok, każda platforma i każdy przeciwnik byli rozmieszczeni z uwzględnieniem bardzo konkretnych metryk postaci: jej prędkości, wysokości skoku i zasięgu ataku.

Zmiana któregokolwiek z tych elementów, na przykład przyspieszenie bohatera, zniszczyłaby cały misternie utkany balans. Poziomy przestałyby działać. To, co było wymagającym wyzwaniem, stałoby się albo trywialnie proste, albo frustrująco niemożliwe. Gounon nazywa to zadanie „misją niemal niemożliwą”, ponieważ wymagałoby zaprojektowania całej gry od zera, a nie tylko odświeżenia grafiki. Otrzymalibyśmy wówczas zupełnie inną grę, która jedynie udawałaby oryginał.

Zamiast siłować się z legendą, Ubisoft podjął decyzję o bardziej konserwatorskim podejściu. Z okazji 30-lecia marki firma woli przyjąć rolę dokumentalisty, który opowiada o narodzinach franczyzy, zachowując jej pierwszą odsłonę w nienaruszonym stanie. To gorzka pigułka dla fanów, ale z perspektywy projektowania gier jest to decyzja w pełni zrozumiała. Czasem największym szacunkiem dla klasyka jest pozostawienie go w spokoju.

Zobacz także: Slay the Spire 2: Jak odblokować wszystkich bohaterów? Komplety przewodnik

Komentarze

Bądź pierwszy i zostaw komentarz!

Dodaj komentarz

0/300