Niemal 1000 dni temu Microsoft sfinalizował transakcję dekady. Firma wydała 68,7 miliarda dolarów na Activision Blizzard. Przejeła kontrolę nad takimi markami jak Call of Duty i World of Warcraft. Nowa szefowa Xbox, Asha Sharma, zapytana przez Bloomberg Tech, czy ta inwestycja się opłaca, udzieliła odpowiedzi, która z pewnością nie uspokoiła inwestorów.
Korporacyjna gadka na rozgrzewkę
Początkowo Sharma recytowała korporacyjną mantrę. Zachwalała Call of Duty, które generuje większe przychody niż całe filmowe uniwersum Marvela. Wskazała na Candy Crush jako jedną z trzech najpopularniejszych aplikacji na świecie. Chwaliła też zespół, który od 20 lat tworzy „przewidywalne hity”. W skrócie: wszystko brzmiało jak standardowa, wyuczona formułka z prezentacji dla zarządu, mająca na celu uspokojenie nastrojów.
Kiedy maska opada: transakcja z innej epoki
Chwilę później starannie budowany wizerunek zaczął pękać. Sharma zaczęła bowiem tłumaczyć kontekst historyczny zakupu, stwierdzając, że umowę zawarto „przed erą ChatGPT„. Dodała, że strategia Microsoftu skupiała się wtedy głównie na konsolach, a całość podsumowała przypomnieniem, że decyzje te podjęto w środku pandemii Covid. Dlatego właśnie, jak stwierdziła, „trudno dziś ocenić” tamte działania.
Gdy menedżer na tym szczeblu mówi, że coś jest „trudno ocenić”, to korporacyjny eufemizm na „to była katastrofa, ale nie mogę tego powiedzieć głośno”. To nie jest zwykła dygresja. To starannie skonstruowany dystans od decyzji poprzedników, Phila Spencera i Sarah Bond, od których – jak słusznie zauważono w wywiadzie – Sharma „odziedziczyła” ten problem.
Mówiąc wprost, między wierszami Sharma sugeruje, że świat zmienił się tak bardzo, że logiczne fundamenty transakcji straciły na znaczeniu. W jej narracji, zakup wart niemal 70 miliardów dolarów jawi się jako kosztowny relikt epoki, w której AI nie było jeszcze królem, a konsole – centrum wszechświata Microsoftu. Mimo to, szefowa Xbox zapewnia o dalszych inwestycjach w te „niesamowite aktywa”, co tylko potęguje wrażenie korporacyjnego dysonansu.
Publiczne przyznanie się do wątpliwości jest szokujące, zwłaszcza w kontekście tak gigantycznej inwestycji. Firma tej skali zwykle broni swoich decyzji do samego końca. Tymczasem nowa szefowa wpuszcza niepewność na salony. To wszystko dzieje się w cieniu niedawnych zwolnień, anulowanych projektów i podwyżki ceny Game Pass. W rezultacie jej pozorna szczerość może być postrzegana jako brak zdecydowania i planu na przyszłość.
Taka otwartość może kosztować Microsoft więcej niż milczenie.

Komentarze
Bądź pierwszy i zostaw komentarz!