Imprezy gamingowe oraz esportowe na Pomorzu to nadal towar deficytowy. W związku z tym pojechałem na Games Clash Masters z wielką dozą ciekawości oraz niemałymi oczekiwaniami. Czy zostały one spełnione? Tego dowiecie się w poniższej relacji!

Po dojechaniu na Gdynia Arenę udałem się pod wejście wskazane na uprzednio podesłanej przez organizatorów mapce. Ku mojemu zdziwieniu drzwi oznaczone na mapce symbolem „media” były zamknięte. Jedynym otwartym wejściem było to, które widzicie na zdjęciu powyżej. Na szczęście wstęp na imprezę był darmowy i bez problemu mogłem przejść dalej naokoło celem odbioru akredytacji. Pierwszą moją reakcją było zaskoczenie, iż na terenie obiektu przebywa tak niewiele ludzi. Korytarze świeciły pustkami, a przy stoiskach znajdowały się śladowe ilości osób. Większość z nich odnalazłem w hali, na której trwał aktualnie mecz CS:GO. Jednakże sama ilość uczestników także nie była ogromna. W sobotę w czasie trwania imprezy na terenie wydarzenia znajdowało się ok. stu osób. To naprawdę mało biorąc pod uwagę zaproszone na turniej drużyny oraz ogłoszonych partnerów medialnych wydarzenia.

Samo wydarzenie także nie przebiegło bez kilku zgrzytów. Ostatnie sobotnie mecze opóźniły się o dobre kilka godzin, więc na afterparty zorganizowanym specjalnie dla graczy oraz osób związanych z wydarzeniem pojawiła się dość niewielka część zainteresowanych osób. Reszta została na Arenie, aby kibicować oraz dalej prowadzić turniej. Zawodnicy skarżyli się na niską temperaturę panującą na hali. Osobiście nie odczułem tego problemu, iż osobiście była ona dla mnie optymalna do chodzenia zarówno w koszulce jak i w bluzie. Jednakże jest to kwestia względna i ciężko ją oceniać przez pryzmat własnego organizmu. Przez organizację wydarzenia została zastosowana pewna sztuczka wizualna. W niedzielę zakryli oni ponad połowę trybun na arenie ciemną kotarą, aby stłoczyć ludzi na pozostałych miejscach i sprawić wrażenie jakoby Gdynia Arena została wypełniona po brzegi. Organizacja chwali się 9458 osobami, które odwiedziły wydarzenie przez 3 dni jego trwania. Według tego co widziałem na własne oczy, sądzę jednakże iż jest to liczba przesadzona o jakieś dobre siedem tysięcy. Według danych z Wikipedii, obiekt na którym odbyło się GCM mieści na trybunach 4010 osób (stała 3338 + rozsuwana 672). Biorąc pod uwagę, iż ponad połowa z nich została zakryta to nie wyobrażam sobie jakim cudem przez tę imprezę przewinęło się ponad cztery razy więcej ludzi niż zmieściłyby na raz trybuny (biorąc pod uwagę, iż nawet po ich zmniejszeniu trafiały się wolne miejsca).

Ilość wystawców także nie rzuciła na kolana. Pojawiła się całkiem ładnie wykonana strefa Fortnite, stoisko Teetres Esport Clothing, punkt DKMS oraz kilka stanowisk free-to-play. Jednakże tylko na tych dwóch pierwszych działo się coś, co mogło przyciągnąć uwagę na dłużej. W strefie Fortnite spotkać można było chociażby znanego gracza Livestarrra, a na stoisku Teetres wziąć można było udział w turnieju CS:GO z nagrodami od nich oraz Fadecase. Jeśli niekoniecznie ciekawi Was stricte oglądanie rozgrywek CS:GO oraz kibicowanie drużynom to niestety nie mieliście na Games Clash Masters poza tym za wiele do roboty.

Wiele możnaby zarzucić także profesjonalizmowi transmisji online, lecz na szczęście nie dane było mi doznać tych wpadek na żywo. Kilka podrzuconych shotów utwierdziło mnie w przekonaniu, iż niestety owa transmisja pozostawiła bardzo wiele pola do poprawek. Sam turniej (oprócz sobotnich opóźnień) przebiegał dość sprawnie i nie pojawiło się zbyt wiele problemów technicznych. Games Clash Masters zwyciężyła drużyna Heroic. Duński zespół pokonał Team Kinguin wynikiem 2:1.

Wszystkie zdjęcia użyte w artykule pochodzą z oficjalnej galerii fotografii Games Clash Masters