Blizzard podjął zdecydowane kroki w walce z oszustami w Overwatch, przeprowadzając 13 marca zakrojoną na szeroką skalę akcję wymierzoną w hakerów. Informacje o fali banów zostały potwierdzone dzień później przez OverwatchNaeri – jedno z najbardziej zaufanych źródeł w społeczności, znane z przekazywania oficjalnych wieści prosto od twórców gry. Z udostępnionych danych wynika, że z serwerów usunięto aż 18 159 kont. Choć wielu graczy faktycznie odczuło poprawę jakości rozgrywek i raportuje znacznie „czystsze” lobby, radość z sukcesu psują liczne głosy o niesłusznych blokadach.
System Defense Matrix, który ma chronić grę przed nieuczciwością, najwyraźniej uderzył rykoszetem w osoby grające uczciwie. Pojawiły się obawy, że algorytmy Blizzarda błędnie flagują powszechnie używane oprogramowanie jako narzędzia hakerskie. Społeczność jest zaniepokojona faktem, że nawet wysoka ranga czy setki godzin spędzonych w grze nie chronią przed nagłą utratą dostępu do konta, jeśli system uzna standardowe sterowniki za zagrożenie.
Kontrowersyjne pomyłki i problem z oprogramowaniem peryferyjnym
Wśród głośnych przypadków niesłusznych banów znalazł się gracz o pseudonimie Flippy, którego konto na poziomie 287 zostało trwale zablokowane. Gracz argumentuje, że jako „support main” ze średnim stosunkiem zabójstw do śmierci (K/D) na poziomie 1.01 w ostatnim tygodniu, nie wykazywał żadnych cech typowych dla cheatera. Wskazuje on, że jedynym oprogramowaniem działającym w tle był system obsługi klawiatury i myszy HyperX z możliwością przeprogramowania przycisków, a także popularne aplikacje takie jak OBS, Discord czy iCUE.
To nie pierwszy raz, kiedy oprogramowanie typu HyperX NGENUITY wywołuje tzw. „false positives” w Overwatch 2. Programy te wchodzą w interakcję z systemem operacyjnym w sposób, który dla anty-cheata Blizzarda może naśladować działanie niedozwolonych skryptów. Mimo odwołań, deweloperzy często zamykają sprawy krótkim komunikatem o znalezieniu dowodów na „nieautoryzowane oprogramowanie firm trzecich”, co doprowadza poszkodowanych do frustracji.

Brak reakcji Blizzarda na skargi społeczności
Mimo narastającej fali krytyki i licznych dowodów przedstawianych przez graczy na portalach społecznościowych, Blizzard jak dotąd nie skomentował oficjalnie doniesień o błędnych banach. Sytuacja ta stawia pod znakiem zapytania skuteczność systemu Defense Matrix, który w teorii powinien odróżniać zaawansowane oszustwa od zwykłych sterowników do sprzętu dla graczy. Dla wielu osób, które straciły dostęp do swoich kont, brak przejrzystości w procesie odwoławczym jest sygnałem, że walka z cheaterami odbywa się zbyt dużym kosztem uczciwych użytkowników.
Eksperci od bezpieczeństwa sugerują, że problem może powracać przy każdej większej aktualizacji zabezpieczeń, dopóki deweloperzy nie dopracują białej listy dozwolonych programów. Do tego czasu gracze korzystający z zaawansowanych makr w myszkach czy klawiaturach mogą czuć się zagrożeni, nawet jeśli używają ich jedynie do poprawy komfortu pracy w systemie, a nie do zyskiwania przewagi w samej strzelance.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Czy uważacie, że Blizzard słusznie zaostrza rygor kosztem ewentualnych pomyłek, czy może system anty-cheat powinien być bardziej wyrozumiały dla użytkowników popularnego sprzętu gamingowego? Zapraszamy do dzielenia się swoimi opiniami w komentarzach pod artykułem!


Komentarze
Bądź pierwszy i zostaw komentarz!