ARC Raiders, produkcja studia Embark, która od swojej premiery w październiku 2025 roku stała się absolutnym fenomenem, przechodzi właśnie swój pierwszy poważny kryzys. Gra, która stabilnie zajmuje czołowe miejsca na listach Steam (ustępując jedynie gigantom pokroju Counter-Strike 2), zmaga się z nagłym wysypem cheaterów. Sytuacja jest na tyle poważna, że najwięksi twórcy internetowi zaczynają tracić cierpliwość.
„Po co w ogóle w to grać?” – frustracja na szczycie
Ikony streamingu, takie jak Ninja czy Shroud, głośno wyrażają swoje niezadowolenie z obecnego stanu rozgrywki. Shroud, po serii starć z graczami używającymi exploitów i hacków, rzucił na wizji krótkie: „Jaki jest sens grania w to g***o?” i tymczasowo przesiadł się na Escape from Tarkov.
Głos zabrał również Matthew „Nadeshot” Haag, który opisał ostatni tydzień w grze jako „piekło”. Choć podkreśla swoją miłość do tytułu, sugeruje radykalne kroki – wzorem Epic Games i ich walki o Fortnite, domaga się od deweloperów wyciągania konsekwencji prawnych wobec twórców oprogramowania do oszukiwania.
Deweloperzy wracają z urlopów
Przedstawiciele Embark Studios, w tym Community Manager CM Birdie, przyznali na Discordzie, że ostatnie problemy wynikają częściowo z faktu, że zespół przebywał na zasłużonych urlopach świątecznych. Teraz, gdy ekipa wróciła do biura, zapowiadane są pilne aktualizacje. Choć fani mają nadzieję na wzmocnienie systemów anty-cheat, studio na razie potwierdziło jedynie balansowanie zbyt silnego ekwipunku (tzw. „trigger nades” czy „stitcher”).
Co ciekawe, system gry sam w sobie oferuje pewną ochronę dla spokojniejszych graczy. ARC Raiders stosuje ukryty matchmaking:
- Pacyfiści: Osoby unikające walki z innymi graczami częściej trafiają na podobnych sobie użytkowników.
- Łowcy: Gracze preferujący agresywne PvP lądują w jednej sesji z innymi agresorami – i to właśnie oni najczęściej padają ofiarą oszustów, dla których eliminacja innych jest głównym celem.
Patrick Söderlund: AI nie zabierze nam pracy
W cieniu problemów z oszustami, szef Embark Studios, Patrick Söderlund, musiał zmierzyć się z kolejną falą krytyki – tym razem dotyczącą wykorzystania sztucznej inteligencji przy produkcji gry. W wywiadzie dla GamesBeat kategorycznie zaprzeczył, jakoby AI miało zastępować ludzi.
„Gry to branża oparta na ludziach. Nie używamy AI, by zwalniać pracowników czy zastępować całe grupy zawodowe” – wyjaśnił Söderlund.
Szef studia argumentuje, że sztuczna inteligencja pomaga w „żmudnych i nudnych” etapach produkcji, co pozwala deweloperom skupić się na kreatywności. Jako przykład podał syntetyczne głosy, które pozwalają na błyskawiczne aktualizacje dialogów bez konieczności każdorazowego wzywania aktorów do studia (choć zaznaczył, że studio nadal zatrudnia i opłaca profesjonalnych lektorów). Söderlund podkreślił, że to właśnie dzięki technologii ich poprzedni hit, The Finals, mógł otrzymywać nową zawartość co tydzień.
