Krafton serwuje nam kolejną lekcję korporacyjnego pragmatyzmu. Gra-usługa o nazwie PUBG: Blindspot umiera po zaledwie dwóch miesiącach od startu wczesnego dostępu. Oficjalne komunikaty ociekają wdzięcznością dla graczy. Niestety, twarde fakty pokazują coś zupełnie innego. To chłodna, biznesowa egzekucja projektu, który nie spełnił finansowych oczekiwań.
Eksperyment studia Arc Team ruszył 5 lutego. Zakończy się 30 marca. Oznacza to, że cały cykl życia produktu zamknie się w niecałych 60 dniach. To brutalny, ale czytelny sygnał dla rynku. Jeśli gra free-to-play nie wykazuje potencjału monetyzacji natychmiast, ląduje w koszu. Obietnice o rozwoju i słuchaniu społeczności tracą na znaczeniu, gdy arkusz kalkulacyjny świeci na czerwono.
Korporacyjna nowomowa maskuje porażkę
Sequoia Yang, przedstawiciel studia, posługuje się wzorcowym językiem PR. Twierdzi, że zespół „nie jest w stanie w sposób zrównoważony zapewniać poziomu doświadczenia”, jaki sobie wymarzyli. To klasyczna zasłona dymna. „Zrównoważony” w korporacyjnym słowniku oznacza „zyskowny”. W efekcie firma przyznaje, że projekt nie zarabiał wystarczająco, by uzasadnić utrzymanie serwerów.
Co ciekawe, Yang dodaje, że w centrum każdej decyzji deweloperzy stawiają doświadczenie gracza. To stwierdzenie brzmi jak ponury żart w kontekście zamknięcia gry. Najgorszym możliwym doświadczeniem jest przecież nagłe odcięcie dostępu do tytułu, w który zainwestowano czas. Firma Krafton dziękuje za wsparcie, po czym bez sentymentów pociąga za wtyczkę.
Nazywanie tego „odważną próbą” eksploracji gatunku to kolejna próba ratowania wizerunku. Prawda jest prostsza. To była porażka.
Kryzys tożsamości w cieniu PUBG
Głębszy problem PUBG: Blindspot ujawnił już wcześniej Ian z serwisu Eurogamer. Gra była promowana jako spin-off uniwersum PUBG. Na stronie Steam widniała nawet stosowna naklejka. Był to jednak zabieg czysto marketingowy, ponieważ rozgrywka nie miała nic wspólnego z pierwowzorem.
Okazało się, że PUBG: Blindspot był tak naprawdę klonem Rainbow Six Siege od Ubisoftu. Zamiast rozwijać własną tożsamość, Arc Team próbowało zagrać na dwóch frontach. Chcieli przyciągnąć fanów marki PUBG, jednocześnie oferując im mechaniki zerżnięte z innej, popularnej strzelanki taktycznej. W rezultacie nie zadowolili nikogo. Gracze szukający PUBG dostali coś obcego. Z kolei fani Siege mieli już znacznie lepszy i dojrzalszy oryginał.
Ostatecznie, los gry został przypieczętowany przez jej fundamentalne wady projektowe i brak oryginalnej wizji. Krafton po prostu skrócił agonię nierentownego projektu. Społeczność, która uwierzyła w grę, została z pustymi rękami i pustymi obietnicami. Taki jest prawdziwy „poziom doświadczenia”, który firma im zafundowała.

Komentarze
Bądź pierwszy i zostaw komentarz!