Z tego co czytałem przed premierą, nowy dodatek WoW Midnight miał nas porządnie przeczołgać. Mechanika Polowania zapowiadała się świetnie, bo kto nie lubi uciekać przed zabójcą. Szczerze mówiąc, na początku faktycznie dostałem potężną kulą ognia prosto w twarz. Zrozumie to każdy, kto grał zbyt pewnie i zaliczył szybką wywrotkę. Niestety, okazało się to tylko miłym złego początkiem, bo potem zrobiło się nudno.
Polowanie w WoW Midnight przypomina obecnie bicie treningowego manekina
Wcześniej przetestowałem normalny i trudny poziom nowych łowów. Miałem na sobie słaby, startowy sprzęt po szybkim awansowaniu postaci. Oprócz tego nie ogarniałem jeszcze do końca nowych skilli na pasku. Wpadłem do jaskini, wcisnąłem kilka przycisków i wróg po prostu zniknął. Z kolei ja zostałem z poczuciem potężnego niedosytu, drapiąc się po głowie. Przeciwnikom brakuje unikalnych sztuczek, więc to zwykłe, sztywne mobki do bicia.

Kto w Blizzardzie wymyślił śmierć podczas wyjścia do toalety?
Wygląda na to, że prawdziwe wyzwanie, czyli Koszmar, pojawi się dopiero siedemnastego marca. Przy okazji wrzucą tam upiorne klątwy i konieczność uciekania przed duchami. Brzmi super, ale Blizzard zaplanował też absolutnie najgłupszą rzecz pod słońcem. Prawda jest taka, że morderca zaatakuje nas nawet z dala od klawiatury. Śmierć podczas robienia herbaty to mocno frustrujący pomysł, którego kompletnie nie kupuję.
Koniec końców, system ma fajne podstawy, ale mocno brakuje mu pazura. Jak to ładnie ujmują Anglicy, to ewidentna sytuacja typu „room to grow”. Jednocześnie mam wielką nadzieję, że deweloperzy faktycznie dodadzą tam trochę więcej życia. Ten weekend spędzę na luźnym wbijaniu poziomów i liczeniu na bardziej angażujące walki.

Komentarze
Bądź pierwszy i zostaw komentarz!