Projektory są za drogie, polskie mieszkania za małe na salkę kinową, a dobry telewizor 4K można dziś kupić za średnią krajową – to typowe argumenty, z którymi zderzy się każdy, kto myśli o zakupie rzutnika. Co jednak, jeśli są one prawdziwe… tylko w połowie?

Przytłoczeni jesienną aurą często wybieramy kanapę i telewizor, a wewnętrzny leń i zmęczenie wygrywa z perspektywą wyprawy do kina. Wieczory spędzane w domu sprzyjają co prawda nadrabianiu filmowo-serialowych zaległości, ale pozbawiamy się w ten sposób magicznej otoczki i wyjątkowego doświadczenia związanych z kinowym seansem. Stąd w głowie często kiełkuje idea kina domowego, w którym zastąpimy telewizor projektorem. Sprawdźmy więc, na ile ten pomysł jest racjonalny i ile kosztuje taka przyjemność.

W przypadku najchętniej wybieranych przez Polaków niedrogich projektorów o standardowym rzucie, optymalną dla kinowych wrażeń w mieszkaniu przekątną 90 cali uzyskamy z odległości mniejszej niż 3 metry. Przykładowo takie parametry oferuje projektor Optoma HD27e za mniej niż 2500 złotych. Jeśli dodamy do tego koszt prostego ekranu ręcznego (ok. 450 złotych), strefę kinową możemy stworzyć już przy budżecie 3000 złotych. Jeśli nie korzystamy z projektora, taki ekran możemy zwinąć. Ukryty jest wtedy w ramce o grubości 5 cm, która nie ma wpływu na wystrój pokoju i nie przeszkadza w codziennym jego użytkowaniu.

Czy taka przekątna to dużo? Wielkość obrazu będzie porównywalna z tym, co mogłyby nam zaoferować cztery zestawione ze sobą telewizory o przekątnej 42 cali. Gdybyśmy chcieli uzyskać przekątną 120 cali, ten sam projektor musimy odsunąć od ekranu o kolejne 90 cm – na dystans 3,9 metra. W tym przypadku koszt dedykowanego ekranu nieco rośnie, więc musimy liczyć się z wydatkiem rzędu 700-1000 złotych. W górnych widełkach znajdziemy już podstawowe modele ekranów rozwijanych elektrycznie.

Podsumowując, koszt przygotowania takiej strefy kinowej w salonie i rozpoczęcia przygody z projektorem jest porównywalny z tym, ile wydamy na średniej klasy telewizor o przekątnej do 50 cali. Zasadniczą różnicą przemawiającą na niekorzyść projektora jest niższa rozdzielczość – nasze kino domowe przy takim budżecie wciąż będzie kinem Full HD (1080p). Telewizor w zbliżonej cenie może nam już zapewnić obraz w 4K. W praktyce jednak nie zawsze wykorzystamy potencjał wysokiej rozdzielczości – szczególnie jeśli oglądamy dużo klasyki.

Podobnie jak w przypadku telewizorów, czym większym dysponujemy budżetem na kino domowe z projektem, tym więcej możemy uzyskać. Przykładowo dysponując kwotą 5000–6000 złotych możemy już sięgnąć po projektor 4K albo skusić się na niezwykle wygodne rozwiązanie w postaci projektora o ultrakrótkim rzucie (UST). Technologia UST sprawdzi się wtedy, gdy marzymy o kinie, ale nie mamy do dyspozycji wystarczająco dużej przestrzeni. Dzięki projektorowi z ultrakrótkim rzutem strefę kinową stworzymy nawet w kawalerce.

Urządzenie tego typu stawiamy bezpośrednio pod ekranem, choćby na półce przeznaczonej na telewizor. Przykładem może być tu model Optoma HD31UST. Osiągnięcie optymalnej przekątnej rzędu 90–100 cali jest możliwe przy ustawieniu projektora w odległości poniżej 50 cm od ściany. Rozwiązanie to jest wyjątkowo wygodne dla osób, które chciałyby taki projektor wykorzystać nie tylko do oglądania filmów i seriali, ale także do grania.

Na koniec można zażartować, że o ile projektor może czasami zastąpić telewizor (choć bywa, że skórka nie jest warta wyprawki), to telewizor bardzo rzadko może zastąpić projektor. Nie weźmiemy go bowiem pod pachę idąc do znajomych. Nie wyniesiemy go latem do ogrodu, by stworzyć kino letnie w warunkach polowych – w przypadku projektora ekranem może być nawet elewacja domu czy prześcieradło rozwieszone na ścianie altanki. Oczywiście w takich warunkach obraz nie będzie idealnej jakości, jednak klimat Ligi Mistrzów oglądanej z kolegami przy wieczornym grillu potrafi wiele zrekompensować.