Wystarczyła jedna fotografia. Działo na tle tropikalnego krajobrazu i jedno słowo: „research”. Tyle potrzebował Shaun Escayg, dyrektor kreatywny w Naughty Dog, by rozpalić internetową burzę. Fani na całym świecie zaczęli łączyć kropki, a te układają się w intrygujący, choć niepewny obraz. Czy legendarni twórcy szykują się do powrotu do serii Uncharted? Chociaż to tylko spekulacje, analiza sytuacji studia i presji rynkowej podpowiada, że dym może pochodzić z realnego ognia.
Forteca plotek i nadziei
Zdjęcie, które wywołało zamieszanie, opublikowano na Instagramie w lutym. Fani szybko zidentyfikowali lokację jako Fort George w Trynidadzie i Tobago. To historyczne miejsce ma reputację bastionu, w którym kupcy przechowywali cenne towary i zapiski. Sama ta historia brzmi jak gotowy punkt wyjścia dla nowej przygody poszukiwacza skarbów. Skojarzenie z serią Uncharted jest więc naturalne. Oczywiście, należy podchodzić do tego z ogromną rezerwą. Post Escayga mógł być luźną inspiracją, żartem lub odnosić się do zupełnie innego projektu. Jednak w branży gier wideo rzadko kiedy takie komunikaty są dziełem przypadku, zwłaszcza gdy pochodzą od tak prominentnej postaci.
Warto jednak zadać sobie pytanie, dlaczego gracze tak łapczywie chwytają się tej poszlaki. Odpowiedź jest prosta. Po mistrzowskim domknięciu historii Nathana Drake’a w Uncharted 4: Kres Złodzieja z 2016 roku, marka zapadła w sen. Naughty Dog nie wydało żadnej zupełnie nowej gry na generację PlayStation 5, skupiając się na odświeżeniach. Fani są spragnieni, a Uncharted to jedna z najcenniejszych marek w portfolio Sony.
Dylemat Naughty Dog i presja na Uncharted 5
Studio stoi przed fundamentalnym dylematem twórczym. Jak kontynuować serię, której główny bohater otrzymał idealne, satysfakcjonujące zakończenie? Każdy powrót do Drake’a byłby obarczony ryzykiem zepsucia tego dziedzictwa. Neil Druckmann, szef studia, już dekadę temu sugerował ciekawe rozwiązanie. Stwierdził, że Uncharted 5 mogłoby powstać, ale stworzone przez inne studio. Naughty Dog pełniłoby wówczas rolę mentora, dbając o to, by zewnętrzny zespół „zrozumiał esencję” serii.
Taki model biznesowy jest w branży znany. Pozwala właścicielowi marki czerpać zyski, jednocześnie oddelegowując zasoby produkcyjne. Dla Naughty Dog byłoby to wygodne. Studio mogłoby skupić się na nowych projektach, takich jak zapowiedziane Intergalactic: The Heretic Prophet czy potencjalne The Last of Us Part III. Przekazanie pałeczki wiąże się jednak z niebezpieczeństwem. Nawet najlepszy nadzór nie gwarantuje, że nowy deweloper uchwyci unikalną magię, która definiowała gry Naughty Dog.
Kiedy miliony dolarów mówią głośniej niż artyści
Ostatecznie o przyszłości serii mogą zadecydować nie artyści, lecz księgowi. Uncharted to potężna, globalna marka. Film z Tomem Hollandem zarobił ponad 400 milionów dolarów, stając się jednym z najbardziej dochodowych filmów na podstawie gier. Sony Pictures otwarcie mówiło o planach na filmową „franczyzę”. W takiej sytuacji pozostawienie gamingowego filaru serii bezczynnie byłoby z perspektywy biznesowej nieracjonalne. Presja komercyjna ze strony Sony na stworzenie nowej gry musi być ogromna.
Niezależnie od tego, czy tajemnicze zdjęcie Shauna Escayga jest zwiastunem nowej ery, czy jedynie przypadkową wrzutką, jedno jest pewne. Prędzej czy później usłyszymy o kolejnym Uncharted. Pytanie nie brzmi „czy”, ale „kto” je stworzy i czy zdoła udźwignąć legendę Nathana Drake’a. Na razie pozostaje nam analiza poszlak i cierpliwe czekanie.

Komentarze
Bądź pierwszy i zostaw komentarz!