Hodowanie dziwnych kotów zniszczyło mi życie, a nadchodzące mewgenics dlc dobije mnie ostatecznie

Mewgenics
Zobacz także: Capcom Spotlight 2026 pokazuje gry, których nie mieliśmy wcześniej zobaczyć

Szczerze mówiąc, kiedy pytam znajomych na Discordzie, ile czasu utopili w Mewgenics, wszyscy rzucają luźne sto godzin jakby to było szybkie wyjście po bułki. Nowa gra, za którą odpowiadają Edmund McMillen oraz Tyler Glaiel, to absolutny mistrz świata w kategorii niszczenia wolnych weekendów. Siedzisz wygodnie na kanapie, łączysz te dziwne futrzaki w idealną drużynę uderzeniową i nagle orientujesz się, że ten tytuł kradnie nam całe tygodnie z życiorysu. Z tego co czytałem, chłopaki już majstrują przy pierwszym mewgenics dlc, chociaż podstawka ledwo co zadebiutowała na rynku.

Twórcy nazywają swoje nowe mewgenics dlc małym, a ja po prostu pękam ze śmiechu

Prawda jest taka, że autorzy mają bardzo specyficzne poczucie humoru, jeśli nazywają ten nadchodzący dodatek skromnym i kameralnym. Facet zapowiada cztery zupełnie nowe klasy i grubo ponad trzysta świeżych umiejętności do odblokowania, co dla każdego weterana oznacza kolejne setki godzin grania. Nie mam zamiaru siedzieć tu z Excelem i liczyć procentów, ale rzucanie takimi liczbami i mówienie o małym rozszerzeniu to czysta abstrakcja. Łączenie tych wszystkich pokręconych mutacji na ekranie zapewni nam fantastyczny chaos na serwerach.

Przeprowadzka deweloperów to w tym momencie jedyna rzecz, która chroni nas przed brakiem snu

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że na ten rzekomo mały dodatek będziemy musieli poczekać aż do końca przyszłego roku. Autorzy przyznali otwarcie, że muszą najpierw połatać błędy, ogarnąć księgowość i najzwyczajniej w świecie poszukać sobie nowych domów do życia. To świetna wiadomość, która daje nam chociaż cień szansy na odespanie tej kociej obsesji, zwłaszcza że potem zrobią jeszcze większy dodatek. Podobno w ich szalonych głowach siedzi już potężny czwarty akt gry, więc śmiało możecie zacząć wypisywać wnioski urlopowe.

YouTube video thumbnail

Koniec końców, ten koci symulator to potwornie specyficzny towar, który pochłania cię bez reszty albo mocno odrzuca. Niezależnie od początkowych potknięć z trudnymi bossami, to niesamowicie wciągający pożeracz czasu, od którego strasznie ciężko oderwać wzrok. Zmywam się z powrotem do mojej wirtualnej bazy, bo muszę wyhodować jeszcze jednego, absolutnie perfekcyjnego wojownika przed pójściem do łóżka!

Zobacz także: Arc Raiders ułatwia życie graczom: Druga „Ekspedycja” będzie tańsza i bardziej przystępna

Komentarze

Bądź pierwszy i zostaw komentarz!

Dodaj komentarz

0/300