Kupno Epic Games przez Disneya: Spektakl dla inwestorów czy realna strategia?

Epicgames
Zobacz także: Twórcy Clair Obscur Expedition 33 stawiają na pasję zamiast ekspansji, ale tracą nagrody przez skandal z AI

Sugestia zakupu Epic Games przez Disneya znów krąży w mediach. Podsycają ją wypowiedzi byłego dyrektora, Kevina Mayera. Z kolei reporter technologiczny, Alex Heath, twierdzi, że posiada wiedzę „na fakt” o wewnętrznych rozmowach w korporacji Myszki Miki. Te doniesienia nie są jednak dowodem realnych planów. To raczej sygnał dla giełdy i próba pokazania siły w branży, w której Disney od lat ma problemy z własną produkcją.

Desperacja Myszki Miki

Nowy CEO, Josh D’Amaro, potrzebuje sukcesu. Inwestorzy oczekują od niego „odważnych kroków”, które podniosą cenę akcji. Gry wideo mają stać się motorem wzrostu, ponieważ tradycyjne modele biznesowe wykazują zmęczenie. Niedawna inwestycja 1,5 miliarda dolarów w projekt związany z Fortnite, choć przez byłego dyrektora Kevina Mayera określana jako „świetny ruch”, wciąż jest postrzegana jako sygnał, a nie kompleksowe rozwiązanie. Disney nie ma bowiem własnych, silnych mocy produkcyjnych.

W efekcie poprzednie studio, Disney Interactive Studios, z hukiem zamknięto w 2016 roku. Projekt Disney Infinity okazał się finansową klapą. Dlatego korporacja musi dziś opierać się na zewnętrznych licencjach, oddając lwią część zysków innym. Gry z uniwersum Star Wars czy Marvela tworzą zewnętrzne firmy. Disney, choć zachowuje kontrolę kreatywną nad tymi projektami, w praktyce głównie pobiera opłaty licencyjne. To bezpieczny, ale mało ambitny model. Co ciekawe, firma już wcześniej rzekomo rozważała zakup Electronic Arts, ale transakcja nigdy nie doszła do skutku.

Twierdza Tima Sweeneya

Każda dyskusja o przejęciu rozbija się o jeden, twardy fakt. Epic Games to firma kontrolowana przez założyciela. CEO, Tim Sweeney, wciąż posiada pełną kontrolę nad akcjami z prawem głosu. Oznacza to, że może podejmować jednostronne decyzje i zablokować każdą próbę wrogiego przejęcia. Dlatego wizja zakupu to na razie medialny spektakl, który ma uspokoić giełdę.

Mimo to Epic Games nie jest wcale w idealnej sytuacji finansowej. Firma, zmagając się z problemami wewnętrznymi, niedawno zwolniła ponad 1000 deweloperów, co stanowiło potężny cios w jej struktury. Zwolnienia dotknęły nawet osobę z terminalnym rakiem mózgu, co pokazuje desperację w cięciu kosztów. Te problemy mogą uczynić Sweeneya bardziej skłonnym do rozmów, jeśli Disney zaoferuje odpowiednio wysoką cenę. To skomplikowana gra interesów, w której obie strony mają coś do ugrania i do stracenia.

Na razie jedynym realnym owocem tej współpracy jest projekt w Fortnite. Twórcy otrzymali dostęp do zasobów Star Wars w edytorze Unreal Editor for Fortnite (UEFN). Dzięki temu mogą budować własne światy i gry w tym uniwersum. To sprytna monetyzacja marki, ale wciąż tylko na licencji. Czas pokaże, czy medialne spekulacje przerodzą się w rzeczywistą walkę o kontrolę nad jednym z gigantów branży.

Zobacz także: inZOI: Character Studio – Najnowsza aktualizacja.

Komentarze

Bądź pierwszy i zostaw komentarz!

Dodaj komentarz

0/300