Wstęp
Redragon Uranus Pro 82 to jeden z tych modeli, przy których warto chwilę się zatrzymać. Redragon od lat kojarzy się z sensownym stosunkiem ceny do możliwości, ale tutaj ewidentnie wjechali w segment bardziej premium. W specyfikacji mamy wszystko, co dziś lubią gracze i osoby piszące dużo na klawiaturze: konstrukcja gasket-mount z wygłuszeniem, hot-swap, bezprzewodowość w trzech trybach i keycapach z PBT i wszystko zamknięte w aluminiowej obudowie.
Jeśli miałabym streścić Uranusa jednym zdaniem: to klawiatura dla osób, które chcą ciężkiej, stabilnej „cegły” na biurko, lubią głębsze brzmienie i miękki feeling pod palcem, a jednocześnie potrzebują wygodnej łączności.
Unboxing i pierwsze wrażenie
Pudełko jak pudełko. Redragon nie próbuje tu budować atmosfery premium experience na siłę, nie ma osobnych przegródek, nie ma materiałowych woreczków na akcesoria ani wyjątkowych dodatków. Zamiast tego dostajemy typowy zestaw, czyli dokładnie to, co jest potrzebne do startu:
- klawiatura,
- kabel USB-A → USB-C (1,5 m),
- odbiornik 2.4 GHz,
- narzędzie 2w1 do keycapów i switchy,
- 4 zapasowe przełączniki,
- papierki



I to jest zestaw, który funkcjonalnie się broni, bo niczego obowiązkowego tu nie brakuje. Problem polega na tym, że klawiatura kosztuje 479zł, a w tej półce cenowej rosną oczekiwania. Konkurencja coraz częściej dorzuca małe smaczki, które nie są niezbędne, ale budują wrażenie dopracowania: dodatkowe keycapy, lepszy przewód w oplocie, osłonę przeciwkurzową, etui albo chociaż sensowniejszą prezentację dodatków. Uranus Pro idzie w minimalizm. W praktyce nie wpływa to na samo użytkowanie, ale wpływa na odbiór produktu jako premium a to w tej klasie sprzętu ma znaczenie, bo unboxing jest częścią doświadczenia.


Za to moment po wyjęciu klawiatury z opakowania nadrabia część tych braków. Aluminium i masa robią tu pierwsze wrażenie bardziej skutecznie niż jakiekolwiek dodatki w pudełku.
Najważniejsze dane
Uranus Pro 82 to format 75%, czyli zdrowy kompromis między optymalnym miejscem na biurku a liczbą ukrytych skrótów. Jest rząd F i strzałki, więc w grach niczego nie brakuje, a w pracy nie pojawia się irytacja, że nagle trzeba kombinować z Fn przy każdej podstawowej akcji. Brak bloku numerycznego jest tu decyzją stricte ergonomiczną.

Na papierze specyfikacja jest bardzo aktualna jak na 2026 rok: aluminiowa obudowa obrabiana CNC, konstrukcja z gasket-mountem i wielowarstwowym wyciszeniem, do tego hot-swap w standardzie 3- i 5-pin, co zostawia pole do zmiany charakteru kliku bez ingerencji w elektronikę. Bardzo mocnym punktem jest też tri-mode: przewód USB-C, 2.4 GHz i Bluetooth jako wygodna opcja do laptopa albo drugiego komputera. W środku pracuje bateria 4000 mAh, czyli pojemność, która w tej klasie jest już praktycznie standardem, ale wciąż daje sporą wygodę, bo ładowanie nie wraca co chwilę jak bumerang. Jest też RGB, tylko warto pamiętać o jednym: diody są w układzie south-facing, co poprawia kompatybilność z różnymi profilami keycapów, ale jednocześnie nie jest to zestaw nastawiony na kolorowe show pod legendami. Do tego dochodzi pokrętło do sterowania multimediami i ustawieniami, które w codziennym użyciu często okazuje się bardziej praktyczne niż dokładanie kolejnych skrótów na Fn.

Wymiary wynoszą 333 × 146 × 37 mm, waga kręci się wokół 1,850 kg, a kompatybilność obejmuje Windows, macOS i Linux. Przełączniki w tej wersji to liniowe Redragon Leopard L znane nam już z innych modeli tej marki.
Wykonanie i design
Tu jest najmocniejszy argument Uranusa: metal. Półmatowe aluminium robi dobre wrażenie od pierwszego kontaktu, bo nie tylko ładnie wygląda na zdjęciach, tylko faktycznie czuć sztywność i pewność konstrukcji. Spasowanie stoi na wysokim poziomie, nic nie trzeszczy przy podnoszeniu, nic nie pracuje pod naciskiem, a całość sprawia wrażenie sprzętu zaprojektowanego z myślą o intensywnym użytkowaniu (ale nie rzucaniu! 😄). Gdyby zakryć logo, trudno byłoby na pierwszy rzut oka odgadnąć producenta. Nie dlatego, że marka nie ma w swoim portfolio świetnych modeli, tylko dlatego, że Uranus Pro stoi wizualnie i materiałowo bliżej cięższych, bardziej entuzjastycznych konstrukcji niż klasycznych plastikowych gamingówek.

Taka obudowa ma jednak swoje konsekwencje i dobrze je mieć z tyłu głowy. Po pierwsze wysokość, 37 mm to nie jest niziutki profil, który pasuje każdemu i zawsze. Przy dłuższym pisaniu, zwłaszcza bez zmiany pozycji dłoni, nadgarstki mogą odczuć to szybciej niż przy niższych konstrukcjach, więc podkładka pod nadgarstki może być miłym dodatkiem i realnie poprawić komfort. Po drugie brak regulacji kąta nachylenia. Ten temat pojawia się ostatnio często w różnych modelach, bo w praktyce oznacza brak klasycznych, rozkładanych nóżek i brak możliwości dopasowania kąta do preferencji. Dla części osób fabryczny kąt będzie w porządku, ale jeśli ktoś jest przyzwyczajony do dwóch stopni regulacji albo lubi wyraźniej podniesiony tył będzie mało komfortowo.

Na plus wypada za to tył obudowy bo w końcu port USB-C jest sensownie umieszczony z tyłu a nie z boku, dodatkowo przewidziano schowek na dongla 2.4 GHz, co wydaje się drobiazgiem, dopóki nie przychodzi moment pakowania klawiatury do plecaka i szukania odbiornika po wszystkich kieszeniach. Chociaż, nie wiem czy ktoś chciałby nosić ten model na plecach.
Konstrukcja
Uranus Pro 82 korzysta z podejścia, które w ostatnich latach stało się mocnym trendem w świecie mechaników czyli konstrukcji gasket-mount. W skrócie oznacza to, że środek klawiatury – plate, PCB i przełączniki – nie jest skręcony na sztywno z obudową, tylko odizolowany elastycznymi elementami. Efekt w praktyce nie jest marketingowym czarem, tylko dość łatwo wyczuwalną zmianą charakteru pracy: uderzenie robi się bardziej sprężyste, nacisk delikatnie pracuje, a drgania nie są tak bezpośrednio przenoszone na cały case.
Drugi filar tego setupu to wielowarstwowe wygłuszenie, czyli pianki i warstwy tłumiące wewnątrz konstrukcji. I tutaj dzieje się coś ważnego, bo aluminium ma tendencję do obnażania słabości – jeśli wnętrze jest puste albo źle wytłumione, pojawia się dzwonienie puszki i metaliczny pogłos, który potrafi zepsuć cały odbiór. W Uranusie tego efektu w typowym, irytującym wydaniu praktycznie nie ma, a brzmienie idzie w stronę niższą, bardziej stonowaną i uporządkowaną. Zamiast pustego, wysokiego rezonansu jest bardziej zbite, głębsze, które lepiej pasuje do ciężkiej obudowy i daje wrażenie dopracowania.
Najbardziej praktyczny skutek tej konstrukcji jest taki, że Uranus Pro nie brzmi jak metalowa pokrywka od garnka, nawet kiedy tempo w grze rośnie. To wciąż mechanik, więc ciszy absolutnej nie ma co oczekiwać, ale kultura pracy stoi wyraźnie wyżej. W efekcie da się spokojnie pograć lub popisać wieczorem bez wrażenia, że każdy klik niesie się po mieszkaniu.
Przełączniki Leopard L i hot-swap
W testowanej wersji Uranus Pro 82 pracują przełączniki Leopard L stworzone przez Huano dla Redragon – liniowce, znane nam już z innych modeli. Leopard L idą w bezpieczny, uniwersalny profil: płynny ruch bez wyczuwalnego progu, przewidywalna praca i charakter, który pasuje zarówno do dynamicznych gier, jak i do dłuższego pisania.


No i zostaje hot-swap, i to pełny, kompatybilny z 3- i 5-pin. To ważne nie tylko dla osób, które już teraz planują wymianę switchy, ale też dla tych, którzy zwyczajnie chcą mieć komfort psychiczny gdy po czasie przyjdzie ochota na coś cięższego, cichszego albo bardziej sprężystego.
Stabilizatory i duże klawisze
Duże klawisze to zawsze test prawdy, bo można mieć świetne przełączniki i ładne RGB, a potem spacja psuje cały efekt. W Uranusie zastosowano stabilizatory plate-mount, które są fabrycznie lekko przesmarowane. To nie jest poziom dopieszczonych, skręcanych stabilizatorów z drogich customów, ale też nie ma tu typowego dla tańszych konstrukcji metalicznego zgrzytu. W praktyce Enter i Shifty trzymają się poprawnie, bez wyraźnych luzów bocznych, a kultura pracy dużych klawiszy nie psuje odbioru całości.

Spacja – jak zwykle – jest najbardziej wymagająca i najbardziej słyszalna. Uranus nie jest ideałem dla osób, które mają na tym punkcie absolutną obsesję i oczekują perfekcyjnie równego, aksamitnego uderzenia bez cienia charakteru. Ale jest po tej dobrej stronie skali i brzmi całkiem akceptowalnie.
Keycapy PBT
Tutaj jest po prostu przyjemnie, bo dostajemy PBT wykonane w technologii double-shot. To oznacza trwalszy materiał niż typowe ABS-y, mniejsze ryzyko szybkiego śliskiego połysku na najczęściej używanych klawiszach i dużą, czytelną legendę, która nie jest nadrukiem, więc nie znika po kilku miesiącach intensywnego używania. W odbiorze całość wygląda i czuje się bardziej premium nie tylko dlatego, że to PBT, ale dlatego, że to spójnie pasuje do ciężkiej, aluminiowej konstrukcji. Nie ma tu wrażenia, że góra jest tania i słaba.

Jest jednak konsekwencja, o której warto mówić wprost: keycapy nie są shine-through, więc RGB nie przechodzi przez literki. Podświetlenie robi klimat wokół klawiszy i pod nimi, ale nie daje tego typowego, gamingowego efektu świecących legend. Dla części osób to minus, bo wieczorem lubią mieć maksymalną czytelność znaków z podświetlenia. Z drugiej strony, przy dobrze zaprojektowanej czcionce i wyraźnych oznaczeniach, czytelność sama w sobie wypada bardzo dobrze.
Pokrętło multimedialne
Pokrętło w prawym górnym rogu to jeden z tych elementów, które wydają się drobiazgiem, dopóki nie wejdą w codzienny nawyk. Regulacja głośności z ręki jest natychmiastowa i nie wymaga odrywania się od gry czy pracy. Dobre pokrętło nie jest funkcją, którą się ekscytuje w tabelce, ale jest jedną z tych rzeczy, które po tygodniu potrafią być trudne do oddania, kiedy wraca się do klawiatur bez tego dodatku.

Łączność i bateria
Tri-mode w Uranusie to dokładnie ten zestaw, który na dzień dzisiejszy przestał być dodatkiem, a stał się po prostu oczekiwanym standardem – i dobrze, bo klawiatura aż prosi się o to, żeby móc ją przerzucać między sprzętami. Kabel USB-C jest najprostszą, najbardziej bezdyskusyjną opcją do grania. Tryb 2.4 GHz to najbardziej gamingowe bezprzewodowe ustawienie, bo daje szybkość i respons podobny do kabla, a jednocześnie pozwala pozbyć się przewodu z biurka. Bluetooth zostaje jako wygodna opcja do laptopa, tabletu czy drugiego stanowiska, tam, gdzie priorytetem jest wygoda przełączania, a nie wyciskanie z opóźnień ostatnich milisekund.

Akumulator ma 4000 mAh, czyli pojemność, która w tej klasie jest już rozsądnym punktem odniesienia. W praktyce przekłada się to na normalny komfort korzystania bez ładowarki podpiętej na stałe. Przy włączonym RGB, zależnie od jasności i ustawionych timeoutów, kilka dni intensywnego używania jest jak najbardziej realne, a przy wyłączonym podświetleniu czas pracy potrafi się zauważalnie wydłużyć.

Jest jednak zgrzyt, który bardzo boli w tym modelu czyli podgląd poziomu baterii nie jest podany w sposób oczywisty albo nie jest wystarczająco czytelny. A mianowicie o niskim poziomie baterii sygnalizuje czerwona dioda pod klawiszem ESC. Przy kolorowym RGB ciężko zauważyć, że nagle jeden z klawiszy świeci się na czerwono. W efekcie pojawia się klasyczny scenariusz grania do odcięcia – wszystko działa, aż nagle przestaje, a dopiero wtedy pojawia się refleksja, że ładowanie mogło być dobrym pomysłem… ale wczoraj.
Podświetlenie
RGB jest na pokładzie i widać, że konstrukcyjnie pomyślano o kompatybilności, bo diody są w układzie south-facing. To ważne, bo ogranicza ryzyko konfliktów z różnymi profilami keycapów i w praktyce daje większą swobodę, jeśli kiedyś pojawi się ochota na podmianę nakładek. Tyle że trzeba od razu ustawić oczekiwania: to nie jest klawiatura, która robi show świecącymi literkami, bo keycapy nie mają prześwitujących legend, a elementy w układzie switchy i obudowy ograniczają przebijanie światła na wprost.

Właśnie dlatego podświetlenie w Uranusie ma bardziej ambientowy charakter. Najlepiej wygląda wieczorem, kiedy glow spod keycapów i wokół konstrukcji robi fajny klimat. W dzień bywa subtelne do tego stopnia, że potrafi zniknąć w jasnym pomieszczeniu. Jeśli celem jest dyskretne RGB, które podbija estetykę setupu, to to podejście ma sens. Jeśli oczekiwaniem jest maksymalna czytelność znaków i efekt wow w pełnym słońcu to nie w tym modelu.
Oprogramowanie
Po raz kolejny nie będę się już rozpisywać a temat UI softu Redragona bo nie zmienił się od kilku lat (wizualnie to jakby od kilkunastu). Najważniejsze jednak, że podstawy są na miejscu: można ustawiać podświetlenie, mapowanie klawiszy, makra i profile, czyli dokładnie te rzeczy, które realnie wykorzystuje się na co dzień. To nie jest oprogramowanie, które zachwyca, ale też nie jest takie, które blokuje użytkowanie albo zmusza do walki z ustawieniami.




Warto pamiętać o praktycznej stronie tematu, pełna konfiguracja bywa dostępna głównie przy połączeniu przewodowym albo przez 2.4 GHz, a Bluetooth zostaje bardziej jako wygodny tryb użytkowania niż tryb do dłubania w ustawieniach. To nie jest coś, co przekreśla klawiaturę, ale jest to detal, który dobrze mieć z tyłu głowy, bo inaczej łatwo się zdziwić, kiedy konfiguracja na BT nagle okazuje się mniej oczywista, niż sugerowałby sam fakt posiadania tri-mode.
Cena
Cena Uranusa Pro 82 (479zł w sklepie producenta) stawia go w miejscu, gdzie nie da się już liczyć na taryfę ulgową. W tej kwocie klawiatura musi bronić się całością, a Uranus robi to przede wszystkim konstrukcją: masą, aluminiową obudową CNC, gasket-mountem i wyciszeniem. Cena Uranusa Pro 82 jest odczuwalna przede wszystkim dlatego, że jak na Redragona to nadal spory wydatek i wielu osobom ta kwota automatycznie będzie się kojarzyć z segmentem, w którym oczekiwania rosną szybciej niż liczba bajerów na pudełku. Z drugiej strony warto pamiętać, że rynek mechaników mocno się rozjechał: modele od topowych producentów potrafią kosztować już ponad 1000 zł. Uranus wchodzi więc w wyższą półkę jak na tę markę, ale nadal nie dobija do poziomu cen, gdzie płaci się bardziej za logo i ekosystem niż za twarde elementy konstrukcji.

Podsumowanie i ocena
Redragon Uranus Pro 82 to jedna z tych klawiatur, które realnie udowadniają, że premium od Redragona jest jak najbardziej możliwe. To nie jest kolejna lekka gamingówka, która ma wyglądać agresywnie i świecić na pół pokoju, tylko konstrukcja, która wygrywa fundamentami: obudową CNC, masą i charakterystycznym uczuciem palcami. Stabilność jest tutaj absolutnie topowa jak na ten segment, po położeniu na biurku klawiatura nie szuka sobie miejsca, tylko je zajmuje i koniec (jak emerytka w kolejce do lekarza). Do tego dochodzi gasket-mount z wygłuszeniem lepsza kultura pracy, bardziej uporządkowany dźwięk i wrażenie, że całość jest przemyślana.

Switche Huano Leopard L w tej konstrukcji wypadają po prostu bardzo dobrze. Najważniejsze jest to, że całość daje spójne, przewidywalne wrażenia zarówno w grach, jak i przy pisaniu, a pełny hot-swap (3- i 5-pin) robi z tego modelu solidną bazę na dłużej, bo charakter pracy można kiedyś zmienić bez wysiłku.
To wszystko nie znaczy jednak, że Uranus Pro 82 jest bezkompromisowy, bo kilka rzeczy potrafi wybić z rytmu. Zestaw akcesoriów jest skromny jak na tę półkę – jest poprawnie i użytkowo, ale brakuje tych smaczków, które budują wrażenie produktu premium. Drugi temat to ergonomia: brak regulacji kąta i dość wysoka konstrukcja sprawiają, że część osób naturalnie będzie ciągnęła w stronę podkładki pod nadgarstki. Do tego RGB gra tu bardziej rolę klimatu niż funkcji, bo przy keycapach bez prześwitujących legend. No i software, funkcjonalnie spełnia swoje zadanie, ale nie zachwyca ani wyglądem, ani wygodą, a kwestia podglądu baterii potrafi być bardziej irytująca, niż powinna w klawiaturze w tej cenie.
W praktyce Uranus Pro 82 najbardziej broni się jako ciężka, metalowa 75%, która ma brzmieć dojrzale, pisać miękko, działać stabilnie zarówno przewodowo, jak i bezprzewodowo, a przy okazji zostawiać przestrzeń na przyszłe zmiany. Jeśli priorytetem jest właśnie feeling, konstrukcja i kultura pracy, to jest to propozycja naprawdę sensowna.
- + Aluminiowa obudowa CNC
- + Wyciszenie konstrukcji
- + Pełny hot-swap
- + Tri-mode
- + Pokrętło multimedialne
- + Przełączniki Huano Leopard L
- + Stabilna, mocna i ciężka konstrukcja
- + Nakładki double shot PBT
- + Czytelne legendy
- – skromny zestaw w pudełku
- – brak regulacji kąta i wysoka konstrukcja
- – RGB bez świecących legend
- – toporny soft
- – średni podgląd baterii
